Blog KABAK

"Bycie jednocześnie muzykiem i grafikiem jest moim DNA"

Wokalistka, kompozytorka, autorka tekstów i ilustratorka – jednym słowem: Bovksa! Jedna z najzdolniejszych i najbardziej oryginalnych polskich artystek opowiedziała nam co nieco o swoim najnowszym, czwartym już albumie pt. „Sorrento”.  

 

Łączysz dwie pasje: muzykę oraz grafikę. A co było pierwsze? Pamiętasz, jak to wszystko się zaczęło? 

To jest pytanie z serii „Co było pierwsze – kura czy jajko?”! U mnie właśnie to wszystko szło jakoś tak równolegle. Rysować i malować lubiłam od kiedy pamiętam – zachęcali mnie do tego rodzice, którzy oboje są architektami. To samo ze śpiewaniem, które szło równolegle z tańcem. Rodzice rozwijali te moje zdolności i choć nikt w rodzinie nie jest muzykiem, ja zdałam egzamin do szkoły muzycznej. Tak to się zaczęło. Potem na etapie szkoły średniej wszyscy kazali mi wybierać,  a ja dalej nie wiedziałam. Tak trafiłam na Wydział Grafiki ASP i Uniwersytet Muzyczny Fryderyka Chopina, obie w Warszawie. Udało mi się to wszystko ze sobą połączyć. To, kim jest Bovska, stanowi mieszankę budowaną od dzieciństwa. Bycie jednocześnie muzykiem i grafikiem jest moim DNA. 

 

Jesteś świeżo po premierze swojej czwartej płyty. Jakie emocje towarzyszyły Ci podczas jej tworzenia? 

Każdy proces twórczy to wyzwania i zmaganie z samym sobą. Idziesz spać, a w głowie plączą się jakieś słowa. Budzisz się w nocy, zapisujesz. Gdy wchodzisz w ten proces, starasz się z niego nie wychodzić, ale rzeczywistość często w tym przeszkadza. Często chodzę niewyspana, zadaję sobie setki pytań. Mam z tyłu głowy koncepcję, ale też jestem otwarta na to, co przyniesie kolejny dzień i kolejny pomysł. 

Teksty piosenek zdarza mi się w studio zupełnie wywracać do góry nogami, kiedy z Janem Smoczyńskim wpadniemy na jakiś muzyczny trop. Nie boję się wyrzucić tekstu i napisać od nowa. W pewnym momencie zaczyna wyłaniać się kształt płyty, a kropki łączą się szerszy obraz. Lubię to łapać i rozwijać. Emocji w tym skrajnych co nie miara. 

 

Zdradzisz nam, czym inspirowałaś się tworząc okładkę do najnowszej płyty? 

Koncepcja albumu „Sorrento” jest kolażowa. Portret na okładce (wykonany przez fotografa Łukasza Murgrabię), który został przeze mnie pocięty, miał symbolizować wielowarstwowość tego albumu w kontekście znaczeń, jakie niosą ze sobą teksty. Z kolei cytryna to symbol Sorrento. Lubię, gdy album ma swój atrybut, wiec musiała to być cytryna. Tym bardziej cieszę się z naszej kolekcji cytrynowych skarpetek i pinów, a w głowie kołacze mi się jeszcze wiele pomysłów na kontynuację serii. 

 

Zawsze sama pracujesz nad oprawą graficzną swoich albumów? 

TAK! Jestem zawsze szefem i mózgiem projektowym. To ja oddaję płytę do drukarni i składam ją w całość, a także robię wszystkie ilustracje. Jednak w poprzednich albumach towarzyszył mi w pracy także niezwykle zdolny Paweł Nolbert, który dołożył swoje trzy grosze do kompozycji i detalu. Istotnym elementem są także zdjęcia – do albumu „Sorrento” zrobili je Łukasz Murgrabia i Ola Golczyńska. 

 

Mieliśmy przyjemność tworzyć wspólnie akcesoria promujące Twoją nową płytę. W skład Twojej kolekcji wchodzą skarpetki oraz pin z motywem cytryny. Dlaczego właśnie ten motyw? 

Miałam okazję odbyć wspaniałą podróż na południe Włoch. Jednym z odwiedzanych miasteczek było Sorrento – cytrynowe miasto. Stamtąd promem popłynęłam na Capri. I tak też Sorrento stało się częścią mnie, a cytryna motywem przewodnim albumu. Mam nadzieję, że to nie koniec naszej współpracy! Bardzo się z niej cieszę!



 

Koszyk

Twój koszyk jest pusty.

Dokonaj swoich pierwszych zakupów

Cena zestawu: %bundleSum%
Anuluj